O Sikorskim, „ruskim agencie” i komisji z żołnierzami WSI

Sławomir Cenckiewicz
Sławomir Cenckiewicz
To nie jest tekst dla ludzi zamkniętych, zapiekłych w swoich złościach, ignorantów odmawiających wiedzy, tak przywiązanych do bratobójczej wojny na wyniszczenie, że każdą prawdę obrócą przeciw adwersarzowi i doraźnie sprzymierzą się z jawnymi wrogami Polski. Tym bardziej, to nie jest tekst adresowany do tych…, których dotyczy: do zastępów polityków, dziennikarzy, „pożytecznych idiotów”, postkomunistów, agentów, żołnierzy zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych i tysięcy oficerów komunistycznego aparatu przemocy, których sens istnienia i aktywności w życiu publicznym opiera się na doktrynie „niezauważonej niepodległości”. Nie piszę również dla realizatorów resetu polsko-rosyjskiego z lat 2007-2014, dla przeciwników strategicznego sojuszu Polski z Ameryką i stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Swoich słów nie adresuję do wrogów Polski! Oni wszyscy w tej debacie są straceni, bo spełniają jedynie funkcje pudeł rezonansowych i dezinformacyjnych. Swoje świadectwo prawdy i pochwałę rozsądku kieruję wyłącznie do ludzi racjonalnie myślących. Do szukających prawdy. I do tych, którym zależy na Polsce bez względu na pochodzenie, status społeczny, wybory polityczne czy przekonania – to oczywiste!

„Fakty” medialne

Ta sprawa nie jest nowa, osobiście interesuję się nią od dłuższego czasu, ale publicznie wszystko zaczęło się od reportażu „Historia agenta”, przygotowanego przez Piotra Świerczka dla TVN24 w dniu 7 grudnia br. Chodzi o niejakiego Tomasza L., w roku 2006 członka Komisji Likwidacyjnej WSI, a przez 19 lat (aż do 2022 r.) pracownika Archiwum Urzędu Cywilnego m.st. Warszawy, którego w marcu br. ABW zatrzymała pod zarzutem współpracy z rosyjskim wywiadem, podając przy tym konkretne okoliczności realizacji sprawy.

Reportaż, co zrozumiałe, koncentruje się wyłącznie na pracy Tomasza L. w Komisji Likwidacyjnej przypisując podejrzewanemu o kontakty z tajnymi służbami Rosji dostęp do „wszystkich” tajemnic likwidowanych WSI.

O ile red. Świerczek kilkukrotnie podkreśla w reportażu TVN24, że nie ma pewności, czy Tomasz L. szpiegował dla Rosji już w 2006 r., o tyle jako pewnik podaje – opierając się głównie na harmonogramie pracy Komisji Likwidacyjnej z 31 lipca 2006 r. oraz relacji jednego z żołnierzy WSI, który również zasiadał w Komisji (jego personalia są mi znane) - że Tomasz L. „miał dostęp do wszystkiego, co zgromadziły WSI”, a więc do kartotek, ewidencji agentów, spraw operacyjnych, wykazu nielegałów… .

Mimo, że przywołany dokument zaprzecza tej tezie, to tak sformułowane „ustalenia” Świerczka sformatowały całość późniejszego przekazu TVN24 i jego sojuszników medialno-politycznych, wzmocnionych dodatkowo przez „ekspertów” w rodzaju posłów Biernackiego i Szłapki, Severskiego (Sokołowskiego) i Dukaczewskiego, Niemczyka, Schetynę i Zemke...

Sikorski po raz pierwszy. Bez dowodu, bo taki nie istniał

Po tym, jak postawiłem publicznie sprawę zarządzenia ministra Radosława Sikorskiego z 22 lipca 2006 r. o powołaniu Komisji Likwidacyjnej i jej 24 członków, osią debaty (głównie w mediach społecznościowych) stała się kwestia osobistej odpowiedzialności Sikorskiego za skład i działalność Komisji. 8 grudnia br. Sikorski napisał na twitterze, że powołał Tomasza L. „na wniosek Pana Cenckiewicza i to on winien jest wyjaśnień, skąd ten delikwent się na jego liście znalazł”. Powtórzył to podczas konferencji prasowej w Sejmie 9 grudnia br.

Problem w tym, że na poparcie swych słów Sikorski nie przedstawił żadnego dowodu, bo taki nigdy nie istniał! Dla wszystkich uczestników procesu likwidacji WSI jest oczywiste, że skład Komisji Likwidacyjnej WSI (oraz Komisji Weryfikacyjnej) był ustalany w gronie kierownictwa państwa: prezydent Lech Kaczyński, premier Jarosław Kaczyński, minister Radosław Sikorski, minister Zbigniew Wassermann i Antoni Macierewicz, choć nigdy nie poznałem kulis tamtych dyskusji.

W każdym razie nigdy nie brałem udziału w naradach w tym gronie, a o składzie Komisji, której zostałem przewodniczącym, dowiedziałem się z chwilą przyjazdu do Warszawy w poniedziałek 24 lipca 2006 r. i odebrania od ministra Sikorskiego w MON za pośrednictwem faksu kopii zarządzenia z 22 lipca 2006 r. Dopiero wówczas poznałem pełny skład Komisji, który poza nazwiskami Piotra Woyciechowskiego i Filipa Musiała, był dla mnie całkowitym zaskoczeniem z dwóch powodów: poza Woyciechowskim i Musiałem nie znałem ani jednego członka Komisji, zaś fakt powołania aż 15 żołnierzy WSI (na 24 członków Komisji) wzbudził mój niepokój, tym większy, że zakomunikowano mi od razu w sekretariacie siedziby MON przy ul. Niepodległości, że „taka jest decyzja ministra Sikorskiego”.

Sikorski po raz drugi. Kim byli żołnierze WSI w Komisji do likwidacji WSI?

To wszystko było zresztą dla mnie zupełnie oczywiste, zwłaszcza po medialnych i niejasnych wynurzeniach ministra obrony narodowej na temat likwidacji WSI (ale i degradacji Jaruzelskiego czy osobistych doświadczeniach ze współpracy IPN z MON i Sikorskim osobiście), że nikt inny – tylko Sikorski – mógł wprowadzić do składu Komisji Likwidacyjnej WSI żołnierzy… WSI, które uważaliśmy za prostą kontynuację komunistycznego aparatu represji (WSW i Zarządu II) oraz potencjalną agenturę rosyjską.

Sytuacja była więc na wskroś absurdalna, gdyż większość Komisji stanowili żołnierze WSI, którzy w ramach obowiązków służbowych mieli zlikwidować własne miejsce pracy (służby) bez gwarancji, że zostaną przyjęci do Służby Wywiadu Wojskowego lub Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Kim byli, jaka była ich przeszłość (już po likwidacji okazało się, że jeden z żołnierzy był szkolony na Ukrainie), czym zajmowali się w WSI, na jakiej podstawie zostali przez Sikorskiego delegowani do likwidacji firmy w której służyli, czy pracując w Komisji podlegali swoim wojskowym przełożonym i im meldowali o zakresie swoich aktywności… to wszystko owiane było tajemnicą, której minister nigdy nie chciał mi wyjawić. Była to pierwsza próba dezintegracji Komisji i jej prac, za którą odpowiadał minister obrony narodowej.

Zresztą odpowiedzialność Sikorskiego, jako urzędu ministra obrony narodowej, za powołanie, skład (niezależnie od politycznych ustaleń w których uczestniczył), a nawet za harmonogram pracy i całą działalność Komisji Likwidacyjnej WSI (w tym ochronę informacji niejawnych) została precyzyjnie ujęta w przepisach ustawy z 9 czerwca 2006 r. („Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego”), i to w aż czterech artykułach (58-59 i 61-62). W świetle przepisów tej ustawy Komisja Likwidacyjna była ściśle uzależniona i na stałe związana z urzędem ministra obrony.

I tak w artykule 58, par. 1.2 czytamy wyraźnie, że „Minister Obrony Narodowej, w drodze zarządzenia, powołuje Komisję Likwidacyjną oraz wyznacza jej Przewodniczącego”. I drugi, kluczowy przepis ustawy określający rolę ministra Sikorskiego względem Komisji w zakresie realizacji zadań, niezbędnych środków, a nawet wymogów dotyczących ochrony informacji niejawnych: „Minister Obrony Narodowej określi, w drodze zarządzenia niepodlegającego ogłoszeniu, sposób realizacji zadań Komisji Likwidacyjnej, mając na uwadze konieczność zapewnienia bezpieczeństwa Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, a także zapewnienia środków niezbędnych do prawidłowego przeprowadzenia likwidacji WSI oraz wymogi dotyczące ochrony informacji niejawnych” (art. 62.5).

Ostatni wątek przepisu ustawy jest niezwykle ważny, bowiem nie wiedzieć dlaczego, podczas konferencji prasowej w Sejmie w dniu 9 grudnia br. Sikorski oświadczył, że za dopuszczenie do informacji niejawnych (w tym tajemnic WSI) miał odpowiadać Macierewicz. Ale to nie wszystko, bo minister Sikorski, zgodnie z art. 59. 1-2, ustalał „w drodze zarządzenia, formy i tryb współdziałania” pomiędzy Szefem WSI, pełnomocnikami ds. organizacji SKW i SWW a Komisją Likwidacyjną a także znał harmonogram prac Komisji (art. 62.1), zapoznawał się i akceptował „propozycje [przewodniczącego Komisji Likwidacyjnej] w sprawie przekazania SKW i SWW, odpowiednio do zakresu działania SKW i SWW, nieruchomości, środków, postępowań w toku oraz materiałów i dokumentów” (art. 61.4-5).

Sikorski po raz trzeci. Kłamstwo i dezinformacja

Nieprzypadkowo, w całej awanturze o Tomasza L. i rolę Sikorskiego w procesie likwidacji WSI (zwłaszcza w zakresie dotyczącym Komisji Likwidacyjnej), nikt nie posługuje się jednoznacznymi przepisami ustawy z 9 czerwca 2006 r. Nie robi tego sam Sikorski. Zamiast tego rzucił on mediom kilka dokumentów, które wytworzono w MON i KPRM w 2006 r., a które jego zdaniem mają unieważniać przywołane przeze mnie przepisy ustawy z 9 czerwca 2006 r. i zamknąć tym samym temat jego roli w procesie likwidacji WSI.

Nic bardziej mylnego. Fundamentalny, z punktu widzenia Sikorskiego, dokument, czyli zarządzenie nr 21 z 28 lipca 2006 r. określające kompetencje podsekretarza stanu w MON – Antoniego Macierewicza (chodziło o nadzór nad WSI), choć obowiązujący już z dniem 21 lipca 2006 r., w ogóle nie odnosił się do Komisji Likwidacyjnej (w dokumencie nie ma nawet odniesienia do ustawy z 9 czerwca 2006 r. a jedynie do ustaw o Radzie Ministrów z 1996 r., o urzędzie MON z 1996 r., o WSI z 2003 r. i Kodeksu Postępowania Administracyjnego z 2000 r.) i w praktyce absolutnie niczego nie zmieniał w kwestii dotyczącej powołania, składu i działalności Komisji, bo przecież na nowo Macierewicz nie ustalał jej składu oraz nie odwoływał i nie powoływał jej członków. Ani w świetle zarządzenia Sikorskiego z 28 lipca 2006 r., ani tym bardziej w świetle ustawy, Macierewicz nie miał do tego prawa.

Przywoływanie tego dokumentu, by unieważnić swój związek z Komisją i likwidacją WSI, której miałem zaszczyt przewodzić, jest zwykłą dezinformacją, liczeniem na niewiedzę słuchaczy i niczym nie podpartym kłamstwem. Kłamstwem tym większym, że przeczy temu litera ustawy i cała seria wytworzonych przez samego Sikorskiego dokumentów.

Zgodnie z powyższym, minister Sikorski nigdy nie abdykował i nie porzucił swojej władzy! Nie mógł i nie zrezygnował ze swoich wszystkich ustawowych kompetencji względem Komisji Likwidacyjnej, co zostało skrzętnie odnotowane w licznych dokumentach samej Komisji i MON, niejawnym sprawozdaniu Komisji Likwidacyjnej, urządzeniach kancelaryjnych i ewidencji służb specjalnych, Komisji i MON. Całość tej dokumentacji jest zachowana i w trybie określonym ustawą o ochronie informacji niejawnych jest dostępna dla każdego organu państwowego (w tym dla sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych). Nie mogę się doczekać takiej konfrontacji z faktami i dokumentami.

Minister Sikorski nie tylko na każdym z etapów interesował się i był informowany o działalności Komisji Likwidacyjnej, ale również w ciągu krótkiego istnienia Komisji (22 lipca 2006 r. do 30 września 2006 r.) odwoływał i powoływał nowych członków Komisji (kilku wskazanych przez niego w zarządzeniu z 22 lipca 2006 r. w ogóle nie podjęło pracy w Komisji), wydał w sierpniu 2006 r. zarządzenie w sprawie realizacji zadań przez Komisję Likwidacyjną, prowadził bogatą korespondencję z Komisją, kontaktował się telefonicznie z przewodniczącym Komisji, zapraszał na rozmowy do siedziby MON na ul. Klonowej, 30 września 2006 r. zaakceptował propozycje dotyczące podziału majątku WSI pomiędzy SKW i SWW wydając stosowną decyzję w tej sprawie, spotykał się i omawiał z kierownictwem Komisji kształt „Sprawozdania”, które osobiście otrzymał w październiku 2006 r., przy tej okazji dziękując Komisji i mnie osobiście (otrzymałem wówczas propozycję pracy w sekretariacie szefa MON pomimo ostrego sporu z ministrem Sikorskim m. in. wokół próby ukrycia przez niego pracy na rzecz WSI oficera SB płk. Aleksandra Makowskiego) za dobrą współpracę i wykonaną pracę na rzecz Wojska Polskiego. Całość wzajemnych interakcji pomiędzy ministrem Sikorskim a Komisją Likwidacyjną została szczegółowo omówiona w „Sprawozdaniu”.

Tomasz L. po raz pierwszy. Nic nie znaczył, nikt z nas go nie znał

Nie wiem w jaki sposób i w jakich okolicznościach oraz kto konkretnie i kiedy zaproponował (jeśli w ogóle tak było) ministrowi Sikorskiemu, by wpisał nazwisko Tomasza L. do składu Komisji Likwidacyjnej i do zarządzenia szefa MON z 22 lipca 2006 r. W każdym razie nie byłem to ja i nie ja kompletowałem skład Komisji z większością żołnierzy WSI, grupą nieznajomych mi urzędników, z których kilku nigdy nie podjęło pracy w Komisji. Zaprzeczam także tym stwierdzeniom, które sytuują Tomasza L. w „środowisku Macierewicza”, gdyż nigdy do niego nie należał.

Okoliczność powołania Tomasza L. jest istotna z uwagi na wydarzenia z 17 marca br. i okoliczności związane z postawieniem mu zarzutu szpiegostwa na rzecz służb specjalnych Federacji Rosyjskiej, ale wbrew szumowi medialnemu nie najważniejsza z punktu widzenia jego uczestnictwa w likwidacji WSI i dostępu do tajemnic polskiego wojska i tajnych służb. Z bardzo prostej przyczyny: Tomasz L. nie był nikim istotnym w Komisji Likwidacyjnej WSI! Nikt z nas (mam na myśli prezydium Komisji: Cenckiewicz, Woyciechowski i Musiał) nie znał go wcześniej, a i on sam, jeśli się w ogóle pojawił w pracy (nie należał do nazbyt aktywnych członków Komisji) nie budził naszego entuzjazmu.

To zadecydowało o tym, że zadania jakie otrzymał były nieistotne i nigdy też nie „inwentaryzował” „wszystkiego” – jak chciałaby TVN24, nie miał styczności z jakimikolwiek kartotekami, archiwami wywiadu czy teczkami agentów i nielegałów. Trzeba nie wiedzieć nic o strukturach WSI, ich archiwistyce oraz zasadach, metodyce gromadzenia i przechowywania materiałów operacyjnych, roli oficerów operacyjnych w jednostkach liniowych, wytwarzaniu i archiwizowaniu przez nich dokumentów, żeby tak jak redaktor Świerczek i poseł Adam Szłapka machać dokumentem o nakazie inwentaryzacji komórki WSI w Szefostwie Wojsk Lądowych i twierdzić, że świadczy to o dostępie Tomasza L. do „wszystkich tajemnic” wywiadu i kontrwywiadu.

Moje słowa – to oczywiste – przez sam fakt zasiadania Tomasza L. w Komisji Likwidacyjnej WSI, którą kierowałem, mogą być uznane za niewiarygodne. Niemniej jednak działalność Komisji została w szczegółach udokumentowana: opisana w niejawnym „Sprawozdaniu”, w którym odnotowano wszystkie aktywności poszczególnych członków Komisji (w tym także Tomasza L.) wraz z datami dziennymi i obszarami pracy, podano także numery poświadczeń bezpieczeństwa umożliwiających każdemu członkowi Komisji dostęp do informacji niejawnych (był to zresztą ustawowy warunek dopuszczenia do pracy w Komisji – art. 58.2), oraz w setkach dokumentów (w tym cząstkowych sprawozdaniach inwentaryzacyjnych) złożonych w całości do archiwum w listopadzie 2006 r. Wszystko zostało udokumentowano i nic nie zostało wybrakowane.

Jestem pewien, że niejeden krewki oskarżyciel (mam na myśli parlamentarzystów z dostępem do informacji niejawnych), perorujący dziś o „ruskim agencie” wprowadzonym do Komisji przez Cenckiewicza, który miał rzekomy „dostęp do wszystkiego, co zgromadziły WSI”, zawstydzi się, bo przecież wiem, że nigdy nie przeprosi. W każdym razie w potoku bredni i hejtu nikt nie zauważył, że zgodnie z ustawą z 9 czerwca 2006 r. „Sprawozdanie” z likwidacji WSI leży sobie od jesieni 2006 r. aż do dziś w tajnej kancelarii Archiwum Sejmu RP. A w nim jest wszystko, czego państwo parlamentarzyści potrzebujecie dla wyjaśnienia tej sprawy! Tym bardziej dziwi mnie postawa posła Marka Biernackiego, który w 2006 r. poznał treść „Sprawozdania”, zasiadając w sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.

I jeszcze garść faktów

Zgodnie z ustawą, Komisja Likwidacyjna WSI istniała krótko, bo od 22 lipca 2006 r. do 30 września 2006 r., z czego należy odjąć 21 dni (weekendy i święto 15 sierpnia) i przynajmniej kolejne 9 dni potrzebne do przyjęcia i akceptacji przez szefa MON „Harmonogramu prac Komisji ds. Likwidacji WSI”. Zostaje 40 dni na inwentaryzację służby, która miała ponad 2 tysiące pracowników, spory majątek ruchomy i nieruchomy, komórki rozsiane po całym kraju i w wielu krajach świata, archiwa…

Inwentaryzacja całości była więc niemożliwa w tak krótkim czasie, stąd sprawy najistotniejsze (kartoteki, archiwum wywiadu, sprawy operacyjne, częściowo sprawy kadrowe) znalazły się w kompetencjach zaledwie kilku osób (do kartoteki operacyjnej miały dostęp dwie osoby, w tym ja), zaś pozostałym członkom Komisji (podzielonym na kilkuosobowe zespoły inwentaryzacyjne) przypadła rola inwentaryzujących „majątek nieoperacyjny”. Wśród tych ostatnich był Tomasz L.

W Komisji obowiązywała znana w tajnych służbach „zasada wiedzy niezbędnej”, a więc do określonego segmentu wiedzy ma dostęp jedynie konkretna osoba, nigdy wszyscy do wszystkiego, zaś w całość spraw możliwość wglądu posiadał jedynie szef Komisji. Nawet pełna treść „Sprawozdania”, właśnie ze względu na „zasadę wiedzy niezbędnej” i moją nieufność do większości członków Komisji mianowanej przez ministra Sikorskiego, nie była znana wszystkim członkom Komisji, choć podpisali oni jej końcowy protokół.

Dochodzi do tego opór, na jaki napotkaliśmy, który uniemożliwiał swobodny dostęp do „wszystkiego” nawet ministrowi, a co dopiero nam członkom Komisji. Dość wspomnieć, że i mnie nie dopuszczono do materiałów operacyjnych WSI Marynarki Wojennej… . Tak było niemal zawsze w tzw. terenie. W 2006 r. pisałem o tym na łamach „Rzeczpospolitej”: „Działaliśmy pod ogromną presją, a i tak pracy nam nie ułatwiano. Napotykaliśmy na stosowany przez niektórych oficerów WSI opór bierny, charakteryzujący się odwlekaniem decyzji umożliwiających pracę członków komisji, wieloinstancyjne opiniowanie zasadności działań komisji czy wręcz kwestionowanie procesu inwentaryzacji, a w konsekwencji również samej likwidacji WSI. Codzienne kłopoty oscylowały wokół spraw podstawowych – dostępu do tzw. bezpiecznych stanowisk komputerowych, na których sporządzaliśmy arkusze inwentaryzacyjne, korzystaniu z samochodów służbowych, wyjazdów służbowych do terenowych jednostek WSI. Odmawiano nam nagminnie dostępu do materiałów”.

Abstrahowanie dziś od całego kontekstu, w jakim znaleźli się wówczas likwidatorzy WSI, i opowiadanie o swobodnym dostępie wszystkich do wszystkiego, świadczy o głębokiej nieznajomości stanu rzeczy i złej woli. Zresztą, z czasem Platforma Obywatelska zmieniła zdanie w sprawie WSI i przestała postrzegać tę firmę tak, jak jej poseł Konstanty Miodowicz: „Służby te są spenetrowane przez różnej maści obce wywiady. Profesjonalizm znacznej części kadry jest wątpliwy. Wysocy oficerowie mają nawyki i mentalność z poprzedniej epoki, gdy wojskowe służby były kontyngentem pomocniczym dla radzieckiego GRU i III Zarządu KGB. Ludzie tacy jak generał Dukaczewski powinni straszyć w rezerwatach postkomunizmu”. Wówczas, uruchomiła służby specjalne (cywilne i wojskowe) oraz prokuraturę, by udowodnić patologie procesu likwidacji WSI.

Urządzili mi nękające piekło, wzywali kilkadziesiąt razy na przesłuchania, wysyłali policję do domu, zakładali podsłuch, nie mając żadnych argumentów i punktów zaczepienia, w 2013 r. dali sobie ostatecznie spokój. Jest to o tyle istotne, że dziś politycy PO powtarzają te same „argumenty”, co w latach 2007-2013, zapominając – jak Sikorski – że sam był kiedyś obiektem podobnych nagonek i operacji specjalnych WSI jako figurant o kryptonimie „Szpak”. Dziś jego prześladowcy są jego sojusznikami!

Tomasz L. po raz drugi. Jaki był zakres kontaktów z rosyjskim wywiadem?

Nie wiem, kiedy Tomasz L. nawiązał kontakt z wywiadem rosyjskim (lub odwrotnie), ale wiem, że twierdzenia TVN24 o „dostępie do wszystkiego, co zgromadziły WSI” są w jego przypadku kłamstwem. Przyjmując hipotetycznie, że aż przez 16 lat (od 2006 r.) był źródłem informacji Rosjan (w co szczerze wątpię), to zakres wiedzy, jaką posiadł podczas likwidacji WSI nie należał do szczególnie cennych, a ograniczenie czasowe i narzucone obowiązki nie pozwalały mu rozwinąć szerokiej działalności szpiegowskiej w tym obszarze.

Wiadomo natomiast, że kiedy pojawił się w Komisji, był już pracownikiem archiwum Urzędu Stanu Cywilnego m.st. Warszawy i posiadał wydane przez ABW poświadczenie bezpieczeństwa umożliwiające dostęp do informacji niejawnych. Awansował w urzędzie w kolejnych latach i co ciekawe, omijały go wszystkie czystki przeprowadzane w czasach Hanny Gronkiewicz-Waltz i Rafała Trzaskowskiego wśród urzędników Urzędu m.st. Warszawy kojarzonych z PiS.

Z komunikatu ABW z 23 marca br. wynika natomiast, że zatrzymany kilka dni wcześniej Tomasz L. był historykiem (jego perypetie związane ze studiami historycznymi wspomniane są w leksykonie studentów Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego) i „pracował w Wydziale Archiwalnym Ksiąg Stanu Cywilnego w Archiwum Urzędu Stanu Cywilnego m.st. Warszawy. Posiadał dostęp do zbiorów Archiwum USC oraz do zbiorów Archiwum Głównego Akt Dawnych i Archiwum Państwowego m.st. Warszawy. Z uwagi na charakter dokumentacji gromadzonej we wskazanych jednostkach, działalność podejrzanego stanowiła zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego RP”.

Nieco później, portal Onet.pl opublikował dwa interesujące teksty na temat Tomasza L., dowodząc, że cała jego działalność na rzecz Rosji polegała m.in. na dostępie do Ksiąg Zabużańskich (zbiór ksiąg metrykalnych będących w posiadaniu archiwum Urzędu Stanu Cywilnego m.st. Warszawy pochodzący m.in. z dawnych województw: białostockiego, lwowskiego, stanisławowskiego, wołyńskiego, tarnopolskiego, poleskiego, nowogródzkiego) i dostarczaniu Rosjanom dokumentacji niezbędnej dla tzw. legalizacji, czyli stworzenia nowej tożsamości i wiarygodności osób, które Rosjanie chcieliby przerzucić, zalegalizować ich pobyt lub zaktywizować na terenie Polski.

Jeśli tak było, to zrealizowana w marcu br. operacja ABW jest olbrzymim sukcesem, bo takie puzzle archiwalne w rękach Rosjan mogły być groźnym orężem. A przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie oskarży prezydenta Warszawy i jego poprzedniczki o świadome plasowanie i awansowanie rosyjskiej agentury w urzędzie miasta…

CDN…

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Dziennik Zachodni / Reportaż Śląski Związek Rolników Strajk

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na i.pl Portal i.pl